Niezależnie co robisz, zdjęcie, jesz zupę, czy czytasz książkę, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci, że robisz to źle. Uwielbiam takich ludzi, zawsze poprawiają mi humor.

Kiedy w liceum złapałem za aparat i zacząłem bawić się w robienie zdjęć, kilka mądrych osób powiedziało, że: Prawdziwa fotografia to analogowa, tam jest prawdziwa magia. Cóż, parsknąłem śmiechem, wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej.

Kiedy ktoś je zupę typu Vifon, zaraz zbiegnie się gromadka ludzi wykrzykujących – O borze, jak możesz to jeść! Jesz takie świństwa? Przepraszam, ale kogo to obchodzi co jem?

Fot: Gerald Streiter/flickr.com

Fot: Gerald Streiter/flickr.com

Kolejna grupa ludzi, która zawsze poprawia mi humor to książkowi konserwatyści dostępni w każdym komentarzu pod wspisem o e-bookach. Kilka lat temu kupiłem Kindle’a – cudowne urządzenie. Co powiedziała większość osób, którym go pokazałem, zobaczyły mnie z nim? Oczywiście, że najlepsze książki są z papieru. Bo co, mają magię? A może lepiej się palą i można nimi podetrzeć dupę?

Prawda jest taka, że czytanie papierowej książki i tej na czytniku to ten sam głupi proces. Pomyślcie. Siedzicie, gapicie się na małe plamki w różnych kształtach, w głowie wyobrażacie sobie różne obrazy, czasami parskacie śmiechem, ktoś uroni łze a po kilku godzinach jesteście smutni, bo skończyły Wam się plamki.

Fot: Faheem Patel/flickr.com

Fot: Faheem Patel/flickr.com

Czytanie książek na Kindlu jest tak samo dobre, jak czytanie tych tradycyjnych. Książka, tak jak zdjęcie musi poruszać, musi interesować. I szczerze mówiąc wisi mi to czy zdjęcie zostało zrobione cyfrówką, czy aparatem ze szklaną płytką. Bo idąc logiką pewnych ludzi, dagerotypia jest przecież lepsza niż 36 klatkowy film.

Nudna książka wydana na papierze nadal będzie tą samą nudną książką.

Ostateczne rozwiązanie kwestii

Daleki jestem od stwierdzenia, że śmiało mogę zginąć za e-booki. Oczywiście, czytam „normalne” książki. To co głoszą wyznawcy e-booków, że w formacie cyfrowym są wszystkie książki, jest bzdurą. Jest sporo książek, ale nie wszystkie. Wydania elektroniczne są tańsze, lżejsze i można ich mieć więcej przy sobie. Jak wspomniałem normalną książkę można spalić lub podetrzeć sobie, gdy jesteśmy w potrzebie. Zatem remis. Rozwiązałem tę kwestię ostatecznie, możecie już skończyć swoje wojenki.

W następnym odcinku z cyklu „Czym śmieszą mnie ludzie, którzy próbują być mądrzy konsole vs. Komputery, krzesła vs. Taborety, lokówki vs. Tostery. Na inne propozycje czekam w komentarzach