Mógłbym kupić taki rower od razu. Wybrać kolor ramy, opon, kierownicy, szprych. Problem w tym, że kupienie gotowca nie sprawia tyle frajdy co nerwy, brak narzędzi i składanie roweru w kuchni.

Od początku wiedziałem, że rower muszę złożyć sobie sam. Wiedziałem też, że musi być czarno-pomarańczowy i muszę to zrobić jak najmniejszym kosztem. To ostatnie postanowienie nie do końca mi wyszło…DSC_0013

Roweru do przerobienia na ostre koło szukałem kilka lat, ale zawsze znalazłem jakąś wymówkę żeby nie jechać na giełdę, nie zamawiać na allegro. Przerobienie roweru śniło mi się po nocach. Kiedyś przyśniło mi się, że przerobiłem swojego Krossa. Góral z szosowymi kołami wyglądał dość średnio. Obudziłem się przestraszony, z pytaniem “Co ja zrobiłem?” Ostatecznie rower kupiłem na giełdzie w Pruszczu Gdańskim za… 80 zł. W całkiem niezłym stanie. Plan był taki, że kupuję opony, farbę w sprayu i pomarańczową owijkę na kierownicę. Wiecie co? Planować to sobie można zakupy w biedronce.1403655_10200276732360962_1398352783_o

1398747_10200336335210996_31678733_o

Opony

Opony musiały być pomarańczowe. Nie było innej opcji. Problem polegał na tym, że do wyboru miałem tylko rozmiar 26 i 28. Opon pod koła 27, które były w rowerze, nigdzie nie mogłem znaleźć. Aha, gdyby ktoś nie wiedział, 27 są większe od 28. #logika

Odkręcę kasetę, nakręcę zębatkę i kontrę, potem się pomyśli o oponach. To był dobry plan, ale planować to sobie można zakupy w biedrocne. Mówiłem już, że nie miałem narzędzi? Próbowaliście kiedyś odkręcić kasetę bez specjalnych narzędzi? Ja próbowałem, ale ostatecznie poszedłem do serwisu rowerowego, gdzie koleś walcząc z kasetą połamał klucz. – Zapiekło się, nic z tym nie zrobisz – zawyrokował. Jak się chce jeździć na ostrym kole trzeba wymienić całą piastę, która ma wyższy kołnierz a co za tym idzie, warto wymienić szprychy. Gryzłem się z tym kilka tygodni, Wtem, cud! Na Allegro dwa koła w bardzo okazyjnej cenie. Kurier był po trzech dniach. Potem kolejny, tym razem z piastą. Pierwszy raz w życiu zaplatałem koło. Efekt? Dwumilimetrowe “bicie”. Tak, byłem z siebie dumny i gdybym nie był gruboskórnym draniem, to po założeniu pomarańczowych opon płakałbym jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę. Nie jestem gruboskórnym draniem, płakałem ze szczęścia. 

Farba w sprayu

Miał być czarny, matowy. Farbę kupiłem za 13 zł, rozpuszczalnik za 5 zł. O dziwo ramę ogołociłem bez żadnych problemów, wszystko elegancko odkręciłem. Wydało mi się to podejrzane i miałem rację. Najgorsze miało dopiero nadejść… Ramę wyczyściłem i pomalowałowałem trzema warstwami czarnej farby. Wyglądała pięknie. Rower można było złożyć. Taki był plan. Planować to sobie można zakupy w biedronce. Ramy szosowe mają do siebie to, że są węższe. Ośki w piastach wąskie nie były. Ale, po rozszerzeniu widelca udało się wepchnąć koło metodą na chama. Złożyłem ten rower!

Pierwsza wersja. Bez pomarańczowej owijki, stara, brzydka sztyca kierownicy.

Pierwsza wersja. Bez pomarańczowej owijki, stara, brzydka sztyca kierownicy.

Wiecie na czym polega problem mocowania osi suportu i korb na kliny? Że do roweru na ostre koło się to nie nadaje, do składaka owszem. Kliny i oś wyrabiały się momentalnie, po kilku dniach. Wymieniałem trzy razy. W ramie, którą kupiłem było mocowanie starego typu. Jedynym plusem w tym przypadku była duża dostępność części. Ale kiedy po raz trzeci poczułem luzy w pedałach, pomyślałem, że może lepsze byłoby mocowanie “na kwadrat”. Pewnie – byłoby lepsze, ale rozwiązanie nie było takie proste. Musiałbym zmienić nie tylko oś, ale też korby i przednią zębatkę. Odstawiłem ten rower. Na miesiąc. Miałem go dość. Myślałem, żeby go sprzdać. Chociaż te koła, które były praktycznie nowe. Ramę chciałem wywalić, bo oprócz tego, że miała stary typ mocowania suportu, nie trzymała geometrii. Początkowo nie przeszkadzało mi to, że tylne koło było pod minimalnym skosem, ale w  chwili słabości, która trwała miesiąc, krzywizna była czymś co przepełniło czarę goryczy. Wtem! Allegro. Nowa rama, pod ostre koło. Czyli z poziomymi tylnymi hakami, cywilizowanym sposobem mocowania suportu (tak, na gwint angielski, a nie na jakieś wbijane miski). Cena bardzo rozsądna. Kurier był po trzech dniach. 

Zamawiając ramę powiedziałem sobie, że kończę ze snuciem planów, które nie wychodzą. Zamówiłem korbę mocowaną na kwadraty i wkład suportowy. Czekając na kuriera poszedłem do sklepu, kupiłem klucz do suportu i skuwacz do łańcucha (próbowaliście rozkuć łańcuch tłuczkiem do mięsa?).

Kurierzy przyjechali tego samego dnia. Dzień później pomalowałem ramę. Schła na balkonie a ja w nocy nie mogłem spać. Wróciłem z pracy, nie zjadłem obiadu, zacząłem składać rower. 

Ze starego roweru, który kupiłem na giełdzie w Pruszczu Gdańskim została mi kierownica, linka i klamka hamulcowa. Tata dał mi sztycę do kierownicy – fajna, ma około 30 lat. Nie mogę powiedzieć, że przerobiłem ten rower. Złożyłem nowy. Kiedyś liczyłem ile wydałem na moją dwukółkę. Mniej niż nowy, ale dużo więcej niż planowałem. Jeśli macie pieniądze i chcecie zaoszczędzić sobie trochę nerwów – kupcie nowy rower. Ale nic nie daje takiej frajdy jak budowanie czegoś samemu. Przez ten czas nauczyłem się o budowie rowerów więcej niż przez całe życie.DSC_0020

DSC_0024

DSC_0017

Jeśli oczekiwaliście poradnika „Jak złożyć przerobić rower…” to sorry, są inne strony. Ja opisałem przygodę.  Ale jeśli planujesz zbudować sobie ostre koło pamiętaj unikaj mocowania na kliny!