Chciałbym wrócić do czasów, kiedy wszystko było proste. Na stacji kupowało się paliwo a parówki w sklepie.

Miałem tyle samo paliwa co czasu – mało. Zjechałem na stację. Do każdego dystrybutora kolejka, ustawiłem się w tej, która wydawała się krótsza. Stoję i obserwuję. Przy dystrybutorze samochód, właściciela nie widać – zapewne poszedł zapłacić. Dzieli nas jeden samochód. Czekamy, każdy trochę się niecierpliwi, ja coraz bardziej.

Może znów mają problem z terminalami i nie można płacić kartą – zastanawiam się. Przypominam sobie całą trasę i szukam najbliższej stacji. Pustka w głowie, pustka w baku, mogę nie dojechać. Czekam.

Wyszedł, wsiadł, pojechał. Ruszyliśmy, zatrzymaliśmy się. Z samochodu przede mną wysiadła kobieta. Tankuje, idzie zapłacić. Znów czekam, tym razem samotnie.

Nie działa terminal – wydałem wyrok na siebie i moją dalszą podróż. – Zatankuję, zostawię dowód i zapłacę w drodze powrotnej. Sprawdzony sposób, już tak robiłem – obmyśliłem szybki plan działania i wróciłem do bębnienia palcami w kierownicę. Czekam na właścicielkę samochodu przede mną. Przyszła. Dawno nie cieszyłem się tak na widok obcej osoby.


W kobietach nie rozumiem dwóch rzeczy. Po co im tyle rzeczy w torebkach i co można robić przez dwadzieścia minut od wejścia do samochodu do momentu ruszenia?


Tankuję, idę zapłacić. Kolejka. Pięć osób to nie dużo, ale czekam zbyt długo.

– Terminal nie działa? – pytam sam siebie. Swoją uwagę z naklejek samochodowych, które dają +10 do szybkości, przeniosłem na początek kolejki. To nie wina terminala…

Poproszę hot-doga z kabanosem i sosem czosnkowym. Albo nie, z musztardą i keczupem.
– Nie mamy w tej chwili parówek o smaku kabanosa. Są…
– To zwykłą poproszę, z musztardą i keczupem. Albo nie, wie Pani co, jednak tę o smaku kebabu, ale to już bez keczupu, sama musztarda. Chociaż wie Pani co…


Sprawdziłem na stronie tej sieci: dwanaście rodzajów parówek, trzy rodzaje bułek, dziewięć rodzajów sosów. Miliony kombinacji dla każdego członka pięcioosobowej rodziny. A Ty biedny chciałeś tylko zatankować, zapłacić i jak najszybciej ruszyć w trasę. Nie.

Już dawno temu dowiedziałem się, że stacje benzynowe nie zarabiają na sprzedaży benzyny i nie mam nic przeciwko temu, żeby zarabiały sprzedając śmiesznie drogi płyn do spryskiwaczy i odgrzewane parówy.

Ale o ile piękniejszy byłby świat z dwiema kolejkami? Jedną, dla konserwatystów nienadążających za współczesnym światem, którzy chcą zapłacić za benzynę i pojechać dalej i drugą, dla kompozytorów smaku, którzy z kręcącej się od kilku dni parówki i odrobiny majonezu z nutą musztardy potrafią skomponować prawdziwą symfonię smaku, która wybrzmi pod sklepieniem podniebienia… Chociaż nie, może parówka drobiowa z sosem BBQ…