Świeżo przystrzyżony trawnik. Można pokusić się o tezę, że pomalowany na zielono. Czyste, dizajnerskie ławki, a jakże, nie ujmujmy sobie. Obok nich, kosze na śmieci, takie, że nie wiesz, czy przypadkiem nie kradzione z muzeum wzornictwa. Na pewno robione z jakiejś kosmicznej stali. Nad tym wszystkim góruje tafla lustrzanego szkła. – Ma być nowocześnie – krzyknął deweloper, uderzając w stół. Jest. Nowoczesność, skok cywilizacyjny, Europa, dobrobyt.

Nie zastanawiajcie się o jakim miejscu piszę, bo to nie ma najmniejszego znaczenia. To może być nowy, korporacyjny budynek gdzieś w Mordorze, to może być wejście na uczelnię, której remont był sfinansowany w 50% ze środków unijnych, o czym poinformuje stosowna tabliczka. To może być wejście do jednej z zabytkowych katedr i równie zabytkowych, przytłaczających nie rozmachem a zapachem, kamienic.

Wszystkie miejsca łączy jedno: człowiek niewychowany i jego znaki.

Nie psim gównem chodnik polski stoi. Niestety, to co uważałeś za pstrokaty wzór na pol-bruku, to ślady człowieka na wskroś niewychowanego. Pstrokacizna na każdym peronie, na każdym przystanku, przed każdymi drzwiami, to poprzylepiane na stałe, wpisane w krajobraz łinterfresze i orbity przywracające chodnikowi właściwe pe-ha.

16767846486_f9d9eedb8f_k

Fot: Vlad Meytin/Flickr.com

Ja wiem, że o zęby trzeba dbać i świeży oddech to podstawa, bo jak wali z ryja to siara. Szkoda tylko, że trzymanie poziomu zgierskiego dresiarza już siarą nie jest. Może te śmietniki ze stali nierdzewnej są takie onieśmielające, że strach do nich podejść i tak po prostu, tę gumę wam wypluć. A może Danuta Rinn (to ta co zastanawiała się, gdzie ci mężczyźni) była ślepa, bo z tego co można wyczytać na chodnikowej płycie, Polska stoi samcami alfa, którzy tylko znaczą teren. Każdy możliwy skrawek.

Peta można sprzątnąć, można go zamieść, można liczyć na przychylny wiatr, który wwieje go w jakiś zaułek. Wypluta na chodnik guma do żucia, o ile nie przyklei się jakiemuś szczęśliwcy do buta, będzie na tym chodniku leżała. Będzie leżała tam tak długo, aż niezależne istnienie chodnika i gumy będzie niemożliwe.

Nie słuchaj rodziców – połknij. Może szczęśliwie guma zaklei Ci na siedem lat żołądek, umrzesz i nie będziesz robił syfu.

Fot 1 | Fot 2