Kupiłem bilet na piątek, dla sobie, żony i dwóch rowerów. Musieliśmy jechać w czwartek. Zamiana biletów trwała pół godziny. Pani w okienku na każdym coś napisała i postawiła pieczątkę. Później, wszystkie musiałem podpisać. Wszystkie!

***

Wysiadłem z pociągu dwie stacje wcześniej. Poszedłem do kasy po zwrot pieniędzy.
– Musi Pan napisać pismo i razem z biletem wysłać do biura reklamacji. Do Olsztyna – powiedziała kobieta w kasie.
– A ile mniej więcej dostanę zwrotu? – zapytałem licząc na miliony.
– Ze cztery złote.

Oczywiście, że dałem sobie spokój.


Nie wiem jak działają koleje w USA, ale jeśli tak sprawnie jak banki, parkometry, wypożyczalnie samochodów i pasy HOV na autostradzie (pasy wydzielone dla pojazdów z wieloma pasażerami. Weź sąsiada, dojedziesz szybciej), to na pewno działają lepiej.

Ameryka po kawałku Marka Wałkuskiego opisuje dokładnie takie Stany Zjednoczone, jakie lubię najbardziej i jakie chciałbym zobaczyć. Autor opisuje to, co zwykle jest scenerią filmów, które oglądamy. Wszyscy znamy widok chłopaka jadącego rowerem i rzucającego gazety na trawniki. Czy tak jest naprawdę? Tak, Wałkuski wyjaśnia jak działa system prenumeraty gazet w USA i co musi się stać, żeby gazeta nie leżała na wycieraczce. Jednym słowem musi być jakiś kataklizm.

Teksańczycy nie mogą się tylko zdecydować, czy mają najmniejsze, czy największe karły na świecie.

Książka ma niesamowity plus – jej rozdziały są przyjemnie krótkie. Jeśli już znudziły się Wam gry na dwa przystanki, śmiało, złapcie za książkę. Rozdział na dwa przystanki będzie jak znalazł. Są też takie (rozdziały), do których chce się wracać i czytać dwa, trzy razy, ale są  i takie, które można spokojnie ominąć. No, bo kogo interesuje jak wygląda wolontariat w USA? A o napadach na banki poczytamy chętnie, szczególnie o tych w wykonaniu idiotów.

Gdyby zrobić zestawienie USA i Polski w tabelce, wykreślić podobieństwa, wyrzucić wszystko, co złe o zostawić pozytywne obrazki zostanie nam to, co w Stanach lubimy najbardziej. Charakterystyczne radiowozy, krajobrazy, pralnie automatyczne, XXL i nieskrępowaną wolność, która przejawia się architektonicznymi makabreskami.


Przeczytajcie tę książkę, a gwarantuję, że każdy z Was napisze do mnie: Olo, kiedy tam jedziemy? :)