Sprzedawca w rowerowym skutecznie obrzydzi ci dwa kółka

Od kilku tygodni składam sobie rower. Coraz bardziej przypomina to, co sobie w głowie ułożyłem. Kilka razy musiałem odwiedzić sklep rowerowy żeby się o coś zapytać, coś dokupić. Nic tak nie zniechęca do jazdy na rowerze, składania roweru i samodzielnego naprawiania go, jak sprzedawcy. Oni są bardziej zniechęcający niż internauci i sezonowcy.

Składając, reperując rower musisz polegać tylko na sobie, swoich umiejętnościach i wiedzy. Budowanie roweru jest jak przetrwanie na bezludnej wyspie – znikąd nie ma pomocy. Nie szukaj pomocy w internecie, bo jedyną odpowiedź jaką dostaniesz na pytanie dotyczące korby od składaka to to, że powinieneś kupić te za 800 zł z kało-wodoro-miedzi, bo są lepsze a jak Cię biedaku nie stać to jeździj na hulajnodze a rower zostaw dla profesjonalistów. Pozerze! To samo kiedy pójdziesz do sklepu.
Poszedłem po łańcuch. Potrzebowałem szerszego. Dowiedziałem się, że muszę wymienić przednią zębatkę i tylną prawdopodobnie też, bo jak tego nie zrobię to się zabiję.

Sprzedawcy w sklepach rowerowych są jak amazońscy szamani, spojrzysz takiemu w oczy a on już wie co może Ci wcisnąć. Poszedłem do drugiego sklepu, nie patrzyłem sprzedawcy w oczy, nie zdradzałem żadnych emocji i kupiłem taki łańcuch jaki chciałem. I działa! Ja żyję i nikogo nie zabiłem. Pewnie tylko sprzedawcy smutno, że nie ogolił kolejnego barana sprzedając mu kompatybilne z łańcuchem szprychy i siodełko.

Innym razem chciałem kupić klin – mam stary sposób mocowania korby. Miał zjechany gwint i ciężko było nakręcić nakrętkę. Usłyszałem od sprzedawcy, że jak mam luzy to powinienem wymienić oś albo korby. Skąd mu się to wzięło?! Potrzebowałem nowego klina o luzach nic nie wspomniałem!

Chyba przewidział przyszłość, bo na „nowej” ośce, faktycznie mam luzy. To są prawdziwi szamani, mówię wam.

To, że chcą dodatkowo zarobić goląc stado baranów… Reperujmy wszystko sami, będziemy mieć większą satysfakcję z jazdy!